Dieta informacyjna – co to jest i dlaczego na nią przechodzę?

dieta informacyjna co to jest
Przeczytaj o tym dlaczego przechodzę na dietę informacyjną

Jesteśmy na stałe podłączeni do Internetu i wielu urządzeń. Bombardowani informacjami dzień i noc. Tych informacji jest tak dużo, że nie jesteśmy w stanie ich przetrawić, a chociaż ludzie lubią nadawać tym wiadomościom znaczenie, to tak naprawdę większość z nich nie ma wpływu na nasze życie lub jeśli nawet ma wpływ, to po pierwsze jest on znikomy, a po drugie zazwyczaj i tak jesteśmy pozbawieni możliwości reakcji. Dlatego z pomocą przychodzi dieta informacyjna.

Każdy z nas ma wybór i decyduje w jaki sposób wykorzystać swój czas. Nie zdajemy sobie z tego sprawy, ale każdy z nas poświęca przynajmniej kilka godzin dziennie na zdobywanie informacji i analizowanie spraw, które nie mają z nim bezpośredniego związku. Nie mówię że to jest złe, bo ktoś może na przykład zajmować się politologią i wtedy naturalne jest, że obserwuje procesy zachodzące na świecie, natomiast zdecydowanie nie wpisuje się to w moje założenia i w mój styl życia.

Skoro dociera do nas tyle informacji, to naturalną rzeczą jest że musimy je selekcjonować, a skoro mam wybierać to chcę wybrać tylko te najważniejsze i zrezygnować z otrzymywania jak największej ilości tych, które nie mają dla mnie znaczenia.

Chcę poświęcić jak najwięcej czasu swoim najbliższym i sobie, swoim projektom, swojemu rozwojowi, swoim marzeniom. Czas się dla mnie liczy, dlatego jeśli mam okazję spróbować zyskać na stałe kilka godzin dziennie, to chcę z tego skorzystać.

Nie zrozumcie mnie źle, uważam że to co dzieje się na świecie jest bardzo interesujące, ale jednocześnie chcę skupić się w jak największym stopniu na tym, co zależy ode mnie.

Właśnie dlatego zdecydowałem, że warto spróbować tak zwanej „diety informacyjnej”.

Na czym polega dieta informacyjna?

Najprościej rzecz ujmując, dieta informacyjna polega na odłączeniu się od źródeł informacji – tj. na całkowitym odcięciu się od tych mniej istotnych lub ich ograniczeniu oraz na opracowaniu systemu, według którego można jak najszybciej dotrzeć wyłącznie do informacji dla nas niezbędnych (i najlepiej jedynie do nich).

W jej ramach:

Po pierwsze, rezygnujesz lub ograniczasz dostęp do telewizji, gazet, programów informacyjnych, portali społecznościowych, aplikacji czy blogów. Rezygnujesz z angażowania się w tematy, które cię nie dotyczą, by zyskać czas i móc w większym stopniu zająć się tymi które są dla ciebie ważne.

Po drugie, przestajesz być „niewolnikiem powiadomień” – walczysz z FOMO („fear of missing out”, czyli w wolnym tłumaczeniu „lęk przed przegapieniem”): wyłączasz powiadomienia w urządzeniach mobilnych, rzadziej zaglądasz na maila i na konta na serwisach społecznościowych, przestajesz obserwować osoby, których wpisy nie mają dla ciebie większej wartości.

 Jakie są korzyści z diety informacyjnej, czyli dlaczego na nią przechodzę?

Przechodzę na nią dlatego, że tak jak pisałem wcześniej zrozumiałem, ile tracę na zdobywanie nic nie znaczącej wiedzy – głównie z gatunku tej, która nie jest istotna, ale jest na istotną kreowana i która nie wnosi nic konstruktywnego do naszego życia i traci znaczenie po upływie tygodnia, dnia czy nawet godziny. Pierwszym powodem jest więc to, że chcę zyskać nawet kilka godzin dziennie.

Druga kwestia – przekaz medialny, który do nas dociera jest w dużej mierze oparty na negatywnych treściach. Gdybym opierał swój światopogląd wyłącznie na oglądanych w telewizji czy słuchanych w radio serwisach informacyjnych, to traktowałbym świat jako przerażające miejsce, w którym każdego dnia dzieją się straszne rzeczy – jednego dnia ktoś zabija kogoś siekierą w centrum miasta, kolejnego rozbija się samolot, a jeszcze kolejnego wybucha wojna. Oczywiście nie chcę udawać, że to wszystko nie ma miejsca, ale jednocześnie nie chcę spędzać całych dni na dowiadywaniu się o szczegółach poszczególnych konfliktów i katastrof. Media uważają (jak się zdaje bardzo słusznie), że ludzi łatwiej jest zainteresować wiadomościami tragicznymi niż tymi pozytywnymi, dlatego to te pierwsze dominują w przekazie medialnym – a to nie jest zdrowe, ponieważ wywołuje negatywne emocje. Ja jestem zdania, że na świecie dzieje się co najmniej tyle samo dobrych rzeczy co złych i  chcę selekcjonować te które wpływają na mnie w negatywny sposób. Dieta informacyjna bardzo w tym pomaga.

Po trzecie, chcę zwiększyć swoją efektywność. Często jest tak, że mamy zbudowane w sobie przekonanie, że musimy zawsze wiedzieć jako pierwsi wszystko i o wszystkim. W tym celu zostawiamy na przykład włączone powiadomienia w telefonie – powiadomienia przychodzą co kilka czy kilkanaście minut, a my mamy nawyk natychmiastowego sprawdzania „co przyszło” – w ten sposób co chwilę odrywamy się od pracy i tracimy koncentrację. Nie chcę już tak robić, chcę najpierw wykonać to, co sobie założyłem, a dopiero po skończonej pracy lub podczas zaplanowanej przerwy przejrzeć nowe powiadomienia.

Po czwarte, chcę zrobić z tego eksperyment, którego wyniki opiszę później na blogu. Napiszę o tym o ile zwiększyła się moja efektywność, ile więcej zadań zdołałem dzięki temu wykonać, ile czasu zaoszczędziłem, czy nie miałem potrzeby sprawdzania co kilka minut wszystkich newsów i jak sobie z tym radziłem.

Co konkretnie ograniczę?

Przez najbliższy miesiąc (a jeśli przyniesie to oczekiwane przeze mnie rezultaty to również później):

  • Nie oglądam telewizji.
  • Rezygnuję z dostępu do wszystkich programów informacyjnych, portali, gazet.
  • Wyłączam powiadomienia na komórce i tablecie.
  • Zaglądam na Facebooka maksymalnie raz dziennie.
  • Zaglądam na maila maksymalnie raz dziennie.
  • Przestaję obserwować większość osób na Snapchacie i Instagramie.
  • Nie przeglądam całego walla na Twitterze, przeglądam jedynie profile osób, których wpisy najbardziej mnie interesują.
  • Znacznie ograniczam liczbę blogów, które czytam i wybieram tylko blogi, które kreują opinie na tematy o których piszę lub którymi chcę się zająć w przyszłości.
  • Kończę z nawykiem w ramach którego pierwszą rzeczą, którą robię po obudzeniu się, jest przejrzenie powiadomień – od dzisiaj najpierw wstaję, ćwiczę, myję się, i robię śniadanie, a dopiero później przeglądam powiadomienia.
  • Nie dodaję nikogo „bezmyślnie” do obserwowanych – zanim to zrobię zastanawiam się czy naprawdę warto.

To dość „drastyczne” kroki, ale jestem zdania, że podejmując tego typu działania można zmienić (i potencjalnie zyskać) naprawdę dużo.

Zobaczymy jakie będą tego skutki – jak dużo czasu uda mi się zaoszczędzić dziennie i w skali miesiąca, o ile więcej nowych rzeczy zdołam wykonać, czy łatwo uda mi się zwalczyć stare nawyki i jakie zalety oraz ewentualne wady jeszcze zauważę.

Dieta informacyjna była moim wyzwaniem na listopad – jej podsumowanie i raport, w którym opisuję wszystkie powyższe kwestie możecie przeczytać tutaj [klik!].