Ile jesteś w stanie zapłacić za swój rozwój?

rozwój

Mateusz Grzesiak, jeden z czołowych trenerów rozwoju osobistego, otworzył półtora tygodnia temu swoją telewizję internetową, na której udostępnił możliwość wykupienia długich, trwających z reguły ponad godzinę filmów nagranych podczas jego różnego rodzaju szkoleń. Każdy z filmów można wykupić osobno, ich ceny wahają się od 50 do 200 złotych.

Mateusz ogłosił otworzenie platformy telewizyjnej na swoim kanale Youtube, a pod filmem ją reklamującym natychmiast pojawiły się krytykujące go komentarze.

2014-10-27_204623 2014-10-27_204721 2014-10-27_204829 2014-10-27_204908 2014-10-27_204926

 

Musicie wiedzieć, że Mateusz Grzesiak od jakiegoś czasu regularnie udostępnia za darmo wartościowe materiały w Internecie. Oni dostali przysłowiowy palec, więc teraz chcą całą rękę i dziwią się, że ktoś może zażyczyć sobie pieniędzy za swoje umiejętności i wiedzę.

A ja uważam, że 50 czy 100 złotych to śmieszna kwota jak na coś, co potencjalnie może zmienić twoje życie, poprawić jeden z jego ważnych obszarów, spowodować realne zmiany w myśleniu. W tym kontekście nawet wydanie kilku tysięcy to wciąż mało, a tyle na ogół życzą sobie różnego rodzaju trenerzy i coache.

Oczywiście nie znaczy to że masz się zadłużać po to żeby chodzić na szkolenia i prelekcje, ale jeśli masz na to pieniądze to głupotą byłoby nie skorzystać z tego typu ofert, bo przecież nie będziemy żyć wiecznie, mamy ograniczoną ilość czasu, a skoro tak, to możliwość uzyskania wiedzy i czerpania z doświadczenia osób, które są znacznie bardziej rozwinięte w danym obszarze jest bezcenne.

Ludzie są w stanie wydać 1000 złotych na nowy telefon, którego i tak pozbędą się za rok czy dwa, a zaczynają protestować na myśl o wydaniu wielokrotnie mniejszej kwoty na informacje, które mogą poprawić coś w ich życiu i są długoterminową inwestycją. To zabawne i jednocześnie w pewien sposób przerażające.

Żyjemy w czasach, w których największe znaczenie mają realne umiejętności. Kupujemy wiedzę, informacje, doświadczenie i czas innych ludzi. Ja uczę grać na gitarze  i kiedy uczeń ma z czymś problem i zadaje mi pytanie, to ja jestem w stanie udzielić mu natychmiastowej odpowiedzi, dzięki czemu on oszczędza swój czas. Generalnie dobrzy nauczyciele i coache potrafią udzielić trafnych rad, bo przez kilka czy kilkanaście lat sami szukali odpowiedzi na te same pytania, które teraz masz ty, znaleźli je i gotowi są się nimi podzielić.

Dlatego korzystanie z doświadczenia innych osób jest taką trampoliną, która może wrzucić cię na wyższy poziom w dziedzinach, na których ci zależy.

Pytanie jakie są twoje priorytety i ile jesteś w stanie zapłacić za swój rozwój?

 

  • http://dirtymind.pl Przemek Kosior

    Dobry tekst, ale żeby zrozumieć wiedzę Grzesiaka trzeba już mieć solidne podstawy. Ci, których komentarze przytoczyłeś na pewno jej nie mają, a druga grupa zapewne dokonała zakupu. Wszystko jest w porządku. :)

    „Oszczędni” w kontekście wiedzy myślą w innych kategoriach i póki się ich nie zmieni, nie ma mowy o jakimś postępie.

    PS. Podliczając koszty, na swój telefon wydałem ponad 1000 zł po to, by go wczoraj roztrzaskać o panele w kuchni… Ale na szkolenia też wydaję co nieco.

    • http://kacperzamojski.pl/ Kacper Zamojski

      Zgadzam się, ale najbardziej smutne jest to, że ludzie nie rozumieją, że ta wiedza faktycznie jest tyle warta. Wiesz, nikt nie narzeka, że ksiażka jest za droga, kiedy musi zapłacić za nią 40 złotych, a ze szkoleniami w takiej cenie jest już problem. To chyba bardziej kwestia przyzwyczajenia ludzi do tego, że nie wszystkie materiały w Internecie są darmowe i za wartość zazwyczaj trzeba płacić, a jest to o tyle trudne, że dotychczas niewielu sprzedawców stawiało takie warunki. Kwestia czasu, kiedy ludzie to zaakceptują.

  • Bartosz Krawczyk-Demczuk

    Ludzie są wstanie wydać tyle na ile czują potrzebę. Jest różnica pomiędzy potrzebą rozwoju a potrzebą otrzymywania za darmo. Nie ten rynek. Tak jak pisał w komentarzu Przemek.

  • W.

    Ile jestem w stanie zaplacic za swoj rozwoj? Duzo, ale pod warunkiem, ze to beda NAMACALNE i REALNE zmiany, a nie jakies pseudo-rozwiazania dzialajace przez czas trwania bootcamp effect, czyli jakies 2 dni.
    Trzeba spojrzec prawdzie w oczy – samorozwoj to w 90% mentalna masturbacja i zwyczajne oszustwo. Wszelkiej masci „coach’ow” naroslo ostatnio jak grzybow po deszczu i ich kompetencje sa zerowe. Piora ludziom tylko mozgi magicznymi technikami, ktore nic realnego nie wnosza do zycia, kasujac przy tym gruba kase za szkolenia. Podobnie jest ze szkolami uwodzenia – to jest taka branza, w ktorej nie sposob na sucho zweryfikowac kompetencje coacha (nie ma zadnych dyplomow szkol ani niczego – trenerem uwodzenia i coachem samorozwoju moze byc KAZDY, nawet kompletny idiota i oszust).
    Branza szeroko pojetego rozwoju jest zatem nieprzejrzysta, niemiarodajna, nie da sie zweryfikowac kompetencji danego trenera/coacha w zaden sposob, niz przy pomocy testymoniali pisanych czesto na poszkoleniowym haju w przeciagu 48h od ukonczenia warsztatu, a cena tychze szkolen jest czesto kompletnie nieproporcjonalna do PRAWDZIWYCH szkolen/warsztatow np. z jezykow obcych albo negocjacji biznesowych.
    3 DNI szkolenia samorozwojowego za 3000zl? ROCZNY kurs angielskiego kosztuje w najlepszych szkolach jezykowych mniej niz 2000zl. Efekty takiego kursu zostaja przewaznie na stale, a warsztaty samorozwojowe zwykle przestaja dzialac w przeciagu tygodnia od ich zakonczenia.
    Prawda jest taka, ze placac to 50-100zl za film Grzesiaka rownie dobrze moglbym te pieniadze wydac na magiczny wisiorek albo talizman voodoo.

    • http://kacperzamojski.pl/ Kacper Zamojski

      Masz rację, taka jest większość coachów i trenerów, takie są realia, ale akurat Grzesiaka mam za człowieka mającego ogromną wiedzę (i realne, mierzalne sukcesy wielu dziedzinach, a to jest bardzo ważne i rzadko spotykane) i naprawdę uważam, że jego filmy są tyle warte, nie wiem dlaczego ty tak nie uważasz, skoro z twojej wypowiedzi wynika, że śledzisz ten rynek i masz pojęcie kto jest tutaj kim. Wiadomo, że Grzesiak jest nastawiony na zarabianie pieniędzy (tak jak każdy), wiadomo, że część rzeczy, które mówi mija się z prawdą (nawet on sam tak twiedzi, przy publikacji nowych książek stwierdza, że nie zgadza się już z tym, co napisał wcześniej), ale wciąż jest o wiele lepszy niż większość, a z jego doświadczenia można dużo wyciągnąć. Ilu znasz coachów z Polski, którzy są lepsi od niego?

      • W.

        Ogladalem kilkanascie filmikow Grzesiaka i jego metody rozwoju bazuja na konkretnych technikach, np. The Work Byron Katie. Problem w tym, ze one po prostu na mnie nie dzialaja i zakladam, ze zeby wyciagnac cos merytorycznego z filmikow Grzesiaka trzebaby miec za soba spora dawke wiedzy wyciagnieta z…. tak jest – poprzednich szkolen u Grzesiaka.

        Oczywiscie powyzsze zalozenie jest prawdziwe tylko o tyle, o ile ww. techniki NAPRAWDE dzialaja, w co smiem watpic. Retoryka coachow z nurtu NLP jest taka przewaznie taka: „Jak dobrze zastosujesz moja technike X, to na pewno Ci to pomoze. Jesli stosowanie techniki nie dziala, to na 100% zle wykonujesz moja technike”. To brzmi DOKLADNIE tak, jakbym powiedzial „Aby zbudowac 100kg miesni w tydzien musisz codziennie o polnocy stawac na jednej nodze przez 15 minut. Jesli miesnie nie rosna, na 100% zle stajesz na tej nodze (czyt. zle wykonujesz moja technike)”. Tego typu retoryka nie uwzglednia w ogole tego, ze te techniki to moze byc JEDNA WIELKA SCIEMA dla naiwnych, podparta autorytetem guru samorozwoju. Jest tak dlatego, ze 90% samorozwojowego belkotu nie ma ZADNEGO oparcia w nauce. Zadnego.

        Pomijam juz fakt, ze szkolenie Grzesiaka dot. redukcji wagi rzekomo „bez diet” skladalo sie z 2h monologu, ktory mial na celu rozbawienie widowni, zakonczonego…. rozpisaniem zalozen diety niskoweglowodanowej (sic!).

        Innymi slowy, wiara w magiczna moc technik samorozwojowych jest pod wzgledem zarowno naukowym, jak i czesto praktycznym tak samo uzasadniona, jak wrozenie z wnetrznosci bawola.

        Powiem wiecej, znam goscia, ktory zrobil Mastera NLP i na moje pytanie „dlaczego nie wylaczysz sobie w takim razie strachu przed podchodzeniem do kobiet?”, nie mial dobrej odpowiedzi. Skoro Master NLP nie potrafi panowac nad tak prosta z punktu widzenia mistrza samorozwoju sprawa, to czego mozna oczekiwac od reszty naiwnie strzyzonych szkoleniami owieczek?

        Zreszta, popatrz sobie na tego goscia: http://vimeo.com/93491436 . To jest „produkt” szkolen Grzesiaka. WIELU szkolen. Czy widzisz w jego oczach desperacje, zal, smutek? Czy dostrzegasz poczucie przegrania zycia? Tak wlasnie wyglada czlowiek, ktory uwierzyl w magiczna moc samorozwoju. Uwierzyl, ze zeby miec setki kobiet i byc szczeliwym w zyciu wystarczy popracowac nad swoim mysleniem, przerobic „historie” w swojej glowie i „przekotwiczyc” zle mysli. Od siebie proponuje jeszcze rozpoczac nauke naprzemiennego mrugania oczami i klaskania uszami.

        Tak wlasnie wyglada efekt „samorozwoju”.

        Prawdziwy rozwoj to REALNA praca nad soba.
        Jesli jestes tlusty jak swinia, to zamiast „przekotwiczac negatywne przekonanie” zapisujesz sie na silownie i zapierdalasz przez rok nad swoja sylwetka, zeby w 12 miesiacu ze zdumieniem ogladac swoja szczupla sylwetke w lustrze. I to jest PRAWDZIWY rozwoj.
        Jesli ubierasz sie jak dzieciak z gimnazjum, to zamiast pierdolic o „nieporownywaniu sie przy pomocy ego” idziesz do sklepu z kolezanka, wydajesz 2000zl i wracasz z szafa pelna dobrych ubran, przez ktore znajomi przestaja Cie poznawac, a kolezanki zaczynaja podejrzanie czesto sie odzwywac. To jest PRAWDZIWY rozwoj.
        Jesli nie masz znajomych, to nie siedzisz w domu dyskutujac na forach samorozwojowych z innymi „mistrzami klawiatury”, tylko zasuwasz na jakakolwiek impreze i poznajesz nowych ludzi.

        I tak wlasnie wyglada prawdziwy, namacalny rozwoj i praca nad soba. Nie zajmuje 5 minut, nie polega na stosowaniu „magicznych” sztuczek ani technik, ale za jego efekty moze reczyc kazdy, kto spedzil te 5h w sklepie, 4h na imprezie, czy 1000h na silowni.
        Natomiast sam fakt, ze lepszych coachow od Grzesiaka najprawdopodobniej nie ma wcale nie oznacza, ze on sam jest dobry. Na tej samej zasadzie Churchill wypowiedzial sie kiedys o demokracji i trudno nie przyznac mu racji – rzady tepych mas sa lepsze od proletariatu, ale to nie oznacza, ze w ogolnym rozrachunku sa dobre jako takie.

        • http://kacperzamojski.pl/ Kacper Zamojski

          Dzięki, to bardzo dobry komentarz.

          Zgadzam się ze wszystkim co napisałeś w dwóch ostatnich akapitach. Ja sam pracowałem nad sobą przez pięć lat właśnie w ten sposób i pracuję nadal, możesz mi wierzyć że wiem z czym to się je.

          Co do reszty Twojej wypowiedzi – w sumie też się zgadzam. I o ile nie zamierzam oceniać szkoleń prowadzonych przez Grzesiaka, bo zwyczajnie na nich nie bywam, to absolutnie nie neguję tego, że takie mogą być efekty. Z tym że chcę zwrócić uwagę na jeszcze jedną rzecz: efekty tego samego szkolenia dla jednej osoby mogą być żadne, a dla drugiej rewelacyjne. To zależy od tego, czego w danym momencie szukasz, od tego jakie masz oczekiwania, wreszcie od tego – to najważniejsza rzecz – czy potrafisz korzystać z wiedzy, którą dostałeś. Co do pierwszych dwóch rzeczy, to byłem na drugim TRP (nie wiem czy znasz ten event) i widziałem dwa wystąpienia z trzeciego i dwukrotnie było tak, że prelekcje, które dużo mi dały i wywarły na mnie (długofalowo!) bardzo mocne efekty, zdaniem innych osób były co najwyżej niezłe. A co do korzystania z rzeczy, którą się dostaje – wiesz, to nie jest tak, że kiedy oglądam dziesięciominutowy film zawierający pięćdziesiąt rad, to wszystkie z nich uważam za wartościowe i wcielam je w życie. Chyba nigdy tak nie jest. Ja wybieram te najbardziej dla mnie istotne w danym momencie i dążę do tego, żeby je wymaksować. I to faktycznie wychodzi.

          Inna sprawa, że to wymaga już dużej samoświadomości. Jeśli ktoś nie ma pojęcia, co chce wyciągnąć z danego szkolenia, to najprawdopodobniej wyciągnie z niego niewiele. Z kolei jeśli ktoś zdaje sobie sprawę z tego w jakim miejscu jest teraz i w jakich obszarach chce się rozwinąć, to będzie nastawiony na szukanie odpowiednich rozwiązań, albo inaczej – po prostu wykorzysta informacje, które otrzymał na danym szkoleniu, w odpowiednim kontekście. A wtedy efekty będą o wiele lepsze.

          • W.

            Odnosnie argumentu o relatywnej uzytecznosci szkolen, pozwole nie do konca sie zgodzic. Ze szkolen np. z uwodzenia/samorozwoju najbardziej korzystaja osoby juz co najmniej srednioozaawansowane, ktore chca podszkolic sowj warsztat. Wtedy faktycznie moga one cos dac. Natomiast poczatkujacy w 99% nie wynosza z tych szkolen praktycznie niczego, poza wyplukanym portfelem. Nie daj sie zwiesc testymonialom, bo trenerzy domagaja sie ich pisania jak najszybciej – dopoki trwa bootcamp effecft. Stad biora sie te cuda na kiju wypisywane o „trwalej zmianie zycia” itd. Po 2-3ch dniach efekt mija i wracaja do punktu wyjscia. Nie znam ani jednej osoby, ktora z poziomu poczatkujacego po szkoleniu podskoczyla nagle na dobry poziom. Zaden z moich znajomych siedzac w tym temacie rowniez.
            Natomiast osoba idaca np. na kurs angielskiego, czy tez gry na gitarze ZAWSZE osiagnie pewien progres w umiejetnosciach, niezaleznie od poziomu zaawansowania. Poczatkujacy gitarzysta nauczy sie podstawowych akordow, srednio zaawansowany string skippingu, a zaawansowany np. sweep pickingu. To jest UCZCIWY uklad, w przeciwienstwie do szkolen samorozwojowych, pod koniec ktorych taki „mistrz” mowi Ci, ze jesli Ci sie nie udaje, to jest to wylacznie Twoja wina i umywa raczki od jakiejkolwiek odpowiedzialnosci. I najgorsze jest to, ze taki kursant w to wierzy i potem samego siebie obwinia o niepowodzenie szkolenia pt. „Po 3ch dniach szkolenia bedziesz ruchal na hektary!”

            To, ze ze szkolen TRP wyciagnales duzo dla siebie jest zasluga wylacznie Twojego poprzedniego poziomu umiejetnosci i ogarniecia z kobietami, Kaminari. Czytalem Twoj dziennik na TRP i widac od razu, ze ogarniasz temat. Problem w tym, ze pewnie 90% osob na tej sali nie ogarniala tematu kobiet nawet w 1/3 tak dobrze jak Ty. Z jednej strony moznaby powiedziec „ich problem”, ale z drugiej strony klienta na wolnym rynku powinno gowno obchodzic jaki jest jego poziom swiadomosci i obycia z kobietami. Dopoki trenerzy uwodzenia nie robia zadnej negatywnej selekcji przed wzieciem kasy , taki poczatkujacy placi i ma prawo domagac sie REALNYCH efektow, niezaleznie od tego, czy jest prawiczkiem, czy ruchaczem. Bo nie taka byla umowa, ktora zawarl i prezentowanie mu materialu ze swiadomoscia, ze i tak nic mu nie da, bo obiecaniu mu progresu to jest zwykle skurwysynstwo i oszustwo. To tak, jakbys obiecal zoltodziobowi, ze w tydzien nauczysz go grac Miles of the Machines Loomis’a, a potem zrzucil z siebie cala odpowiedzialnosc za oczywiste niepowodzenie przedsiewziecia.
            Zatem szkolenia samorozwojowe, wymagajac do swojej skutecznosci pewnego poziomu zaawansowania, o czym oczywiscie nikogo NIE INFORMUJA, sa zwyczajnym, cynicznym oszustwem i naciaganiem zdesperowanych samotnoscia ludzi na kase.

          • http://koincydencje.pl/ VQ

            amen. podoba mi się Twój tok myślenia.

  • Konrad

    Już trochę zbierałem się do zabrania głosu w tej, ciekawej skądinąd, dyskusji.

    Po pierwsze. Moim zdaniem mówienie „ludzie nie rozumieją, że ta wiedza faktycznie jest tyle warta” jest trochę naciągane. Ludzie płaca tyle ile wg nich coś jest warte i tyle na ile wycenił swój produkt/usługi trener/couch/autor. Biorąc pod uwagę, że ci ludzie w większości przypadków marketing ogarniają bardzo dobrze, napisanie dobrej landing page/oferty, budowanie autorytetu i marki za pomoca ceny i inne tricki (w tym również techniki nlp w wideo promocyjnych, wywoływanie stanów emocjonalnych, np dołowanie w promo video na którego końcu pojawia się nadzieja na lepsze życie – oczywiście trzeba najpierw kupić produkt).

    Sam od 5-6 lat siedzę w tematyce szeroko pojętego rozwoju osobistego. Zaczęło się od uwodzenia, potem był Brian Tracy, blogi, Tim Ferriss. I z tego całego doświadczenia mogę powiedzieć kilka rzeczy, które widzę.

    Najważniejsze. Większość wiedzy, informacji potrzebnych, czy które moga wpłynąć na twój rozwój, pomóc w czymś – można znaleźć za free w internecie albo kupić w postaci książki za kilkadziesiąt złotych. Wydawanie kilkuset albo kilku tysięcy na szkolenie – moim zdaniem mija się z celem. Owszem, ciągnie czasami człowieka – a to dowiem się więcej niż z bloga, ksiązki, materiałów, wskocze na inny level – ale tak na dobrą sprawę to wywalanie forsy w błoto.

    Zgodzę się z przedmówcami – zwłaszcza z W. Warto inwestować tylko i wyłącznie w prawdziwe, namacalne efekty – nowe, weryfikowalne umiejętności (nowy język obcy, certyfikaty językowe, siłownia, gra na instrumencje, lekcje tańca, podróże). Poza tym, największym i najwazniejszym środkiem jaki trzeba zainwestować to – CZAS! Trzeba chodzić na siłkę, ćwiczyć mięśnie, ćwiczyć język, uczyc sie nowych słówek, grać na gitarze, pisać nowe artykuły, tworzyć strony internetowe, uczyć się programowania.

    Co do wydawania forsy na różne dziwne rzeczy – cóż, ktoś ma kasę, zarobił to niech sobie wydaje na co chce. W większości ci ludzie, którzy chcą coś zmienić na lepsze w swoim życiu, jakoś się rozwjiać, zdobywać nowe doświadczenia – to inwestuja w siebie pieniądze, a reszta przechla, roztrwoni, wyda na głupoty. Ale jak komuś takie życie odpowiada, to ok.

    Kwestia „mentalnej masturbacji” (tu odniose się nie tylko do szkoleń ale również do ksiązek) . To na pewno na początku pomaga – człowiek dostaje „kopa”, jakąś inspirację, wizję czegoś nowego – bez wątpienia pomaga to coś zacząć, wystartować. Problem pojawia się gdy ktoś zaczyna robić tylko to – czyli czyta kolejne ksiązki o tym samym, chodzi na kolejne szkolenia, które wreszcie „coś” zmienią – i przestaje, zaniedbuje realną pracę nad sobą, pracę nad zdobywaniem umiejętności.

    Co do Grzesiaka. Jestem pod wrażeniem jak profesjonalnie wyglądają jego strona, materiały na youtubie, fb. Ogólnie dużo do wszędzie, zawsze dobrze ubrany, wysportowany, sypie liczbami, cytatami i anegdotami jak z rękawa – to robi wrażenie. I ciągnie z tego profity, ma swoje 5 minut. I ja mu tego nie odbieram, jak mówiłem, jestem pod wrażeniem tego jak to wygląda.
    Jednak trochę rozmawiałem z ludźmi, którzy dłużej niż ja i „głębiej” w temacie siedzą, byli na szkoleniach różnych i znają historię Grzesiaka od początku – to to nie przedstawia się tak różowo. Dużo bardziej byłbym skłonny uwierzyć w to, że na inne rynki „wyemigrował” bo spalił sobie grunt w Polsce niż w ten cały „strategiczny rozwój” i „wizję” (choć thinking big napewno mu pomogło :P). To, że teraz jest taki hype na niego, i że odbudował się w Polsce, to wg mnie zasługa zmiana grupy docelowej na klientów z większym portfelem, biznesowych, uderzenie innymi kanałami (youtube), plus budujące doświadczenie z zagranicy.
    Co do krytykowania metod Grzesiaka (w kilku kometrzach było to kwestionowane) – kiedy obejrzy się jego filmik na yt nt. polecanych przez niego ksiązek, można znaleźć kilka bardzo wątpliwych pozycji (The Work, Osho między innymi – warto wejśc na blog Króla Artura i poczytać sobie dział „Anty-guru”).

    Co do szkoleń z uwodzenia. Byłem na jednym, u jednego z najbardziej rozpoznawalnych trenerów w Polsce i byłem załamany po nim. „Metamorfoza” wyszła tragicznie – forsa na ciuchy wyrzucona w błoto, on sam nie potrafił mi niczego pokazać (jak cos robić konkretnie) albo chociaż zmotywować, dać wsparcie przy akcjach infield. Ogólnie samo pierdolenie, picie wódy i palenie zioła. Porażka. Dopiero jak wróciłem do domu i uświadomiłem sobie co mogłem za te ponad 5 koła zrobić innego…………
    Tutaj jest jeszcze taka zabawna sprawa. Bo materiały, które kupowałem u tego trenera, tak powiedzmy przez dwa lata przed decyzją o szkoleniu) dośc dużo mi dały. Zakwestionowałem dzięki nim moje negatywne przekonaina, nauczyłem się jak prowadzić rozmowę, zmieniłem podejście do ludzi, nauczyłem się eskalować. Cóż…. Takie życie.

    Wg mnie dobre szkolenia czy kursy można dostać już za kilkaset złotych. Wszystko powyżej 1500 to już jest marketing i granie ceną. Jak to kiedyś usłyszałem – zawsze ktoś będzie na rynku najdroższy, i lepiej dla ciebie, żebyś to był ty.

    Kończąc pomału – najwazniejsza dla mnie myśl. Mam wrażenie, ze ludziom wydaje się, że życie to jakas jedna wielka zagadka. I każda nowo przeczytana książka czy nowe szkolenie na jakie idą – do rozwiązania tej zagadki ich przybliży, czy wręcz poda jej rozwiązania. A w rzeczywistości to wszystko jest prostsze niż wielu chce uwierzyeć. Chcesz znac nowy język – to każdego dnia przez godzinę, dwie czy ile masz tam czasu – siedzisz i uczysz się. Chcesz miec wysportowane ciało – to trenujesz. Tylko, że wiedzieć to jedno – a mieć w sobie, znaleźc w sobie siłę żeby w tym wytrwać kilka miesięcy czy lat – to już inna sprawa.

    Tak w podsumowaniu wracając do głównego tekstu. Wg mnie biorąc pod uwagę ogrom wiedzy, informacji dostępnej za darmo (wykłady online z całych semestrów, poradniki, tutoriale, strony internetowe, materiały do nauki języków) albo za niewielkie pieniądze (ksiązki, kursy, języki obce) – to kwestią nie jest, ile jesteś w stanie zapłacić za swój rozwój, ale ile pracy, roboczogodzin jesteś w stanie włożyć w swój rozwój.

    • http://kacperzamojski.pl/ Kacper Zamojski

      Dzięki za tak dobry i wyczerpujący komentarz! :)

  • Pingback: Share Week 2015 – blogi, które czytam + vlogi, które oglądam | KACPERZAMOJSKI.PL