Wrażenia po miesiącu diety informacyjnej – co zyskałem dzięki ograniczeniu dostępu do informacji?

dieta od informacji

Przez cały listopad byłem na diecie informacyjnej – było to kolejne trzydziestodniowe wyzwanie na blogu. W ramach tych wyzwań robię eksperymenty, testuję nowe rzeczy i sprawdzam jak wpływają one na mnie i na moje życie, a później opisuję swoje wrażenia i dzielę się spostrzeżeniami.

Wniosek z tego miesiąca jest następujący: dieta informacyjna działa bardzo dobrze, można zaoszczędzić dzięki niej mnóstwo czasu (ja zyskałem średnio 3 godziny dziennie czyli około 100 godzin w skali miesiąca) i nie stracić przy tym właściwie niczego. O szczegółach przeczytacie poniżej.

Co poszło dobrze, co zrobiłem w ciągu tego miesiąca?

- ograniczyłem korzystanie z Facebooka do minimum – przez cały miesiąc tylko z pięć razy przejrzałem tablicę, jedyną rzeczą którą robiłem częściej było opisywanie na wiadomości.

- za każdym razem gdy siadałem do pracy czy nauki wyciszałem telefon i tablet i odkładałem je daleko od siebie. Powiadomienia przeglądałem dopiero gdy robiłem sobie przerwę i jeśli nie było to nic bardzo ważnego to odpisywałem dopiero po skończonej pracy.

- spędziłem tylko kilka godzin na śledzeniu newsów dotyczących polityki i pokrewnych dziedzin (zamiast zwyczajowych kilkudziesięciu).

- usunąłem 1/3 obserwowanych osób na Instagramie.

- przestałem przeglądać walla na Twitterze (przez cały miesiąc nie zrobiłem tak nawet raz), zamiast tego wybrałem pięć najbardziej interesujących mnie profili i czytałem tweety bezpośrednio stamtąd.

- przez cały miesiąc nie oglądałem telewizji (pomijając sytuacje w których byłem u rodziców, gdzie wiadomości ogląda się często „do kolacji”).

- ograniczyłem ilość blogów, które czytam i zaglądałem rzadziej na te ulubione (raz na kilka dni zamiast każdego dnia).

- przestałem oglądać kogokolwiek na Snapchacie – przeglądałem jedynie snapy wysyłane bezpośrednio do mnie.

- nie przeczytałem w gazecie ani jednego artykułu dotyczącego bieżących spraw (nowości w polityce czy sporcie).

- nie oglądałem ani jednej transmisji na Periscope.

Efekty, czyli co można zyskać dzięki diecie informacyjnej?

- zyskałem około 100 godzin w skali miesiąca. Oceniam że wcześniej poświęcałem na śledzenie informacji około 3-4 godzin dziennie, a teraz ograniczyłem to do 0,5-1 godziny dziennie. Jedna godzina to wciąż dużo, ale oszczędność czasu i tak jest ogromna. W 100 godzin można w końcu na przykład nauczyć się nowego języka albo podstaw gry na jakimś instrumencie.

- pozbyłem się FOMO – przeświadczenia, że jeśli przez chwilę będę poza portalami społecznościowymi, to ominie mnie coś ważnego. Kompletnie tak nie jest, w tym miesiącu kilka razy nie wchodziłem na takie portale nawet przez kilka dni i nie ominęło mnie nic istotnego – najważniejsze informacje i tak do mnie docierały innymi kanałami – wystarczyło że raz na kilka dni przeglądałem same nagłówki artykułów udostępnianych przez moich znajomych i te kilka wspomnianych profili na Twitterze.

- zdałem sobie sprawę jak duże znaczenie nadajemy mało istotnym rzeczom. Uważałem śledzenie niektórych informacji za niezbędne, tymczasem okazało się że zaprzestanie obserwowania tych kanałów nie wywołało żadnych negatywnych skutków. Po pierwsze te informacje tak naprawdę nie są mi potrzebne, a po drugie moje emocjonalne zaangażowanie i śledzenie oraz przeżywanie newsów nie ma żadnego wpływu na to jak potoczą się te wydarzenia, a co za tym idzie, angażując się w to emocjonalnie w dalszym ciągu jedynie marnowałbym swój czas i energię.

- dość nieoczekiwany przeze mnie efekt – przeczytałem w tym miesiącu 1,5 książki fantastycznonaukowej. Nie jest to może jakiś wybitny wynik, ale jest to dla mnie o tyle ważne, że wcześniej bardzo lubiłem czytać takie książki, a już od bardzo dawna nie miałem na to czasu (właściwie przez ostatnie dwa lata ograniczałem się niemal wyłącznie do podręczników na studia oraz książek dotyczących rozwoju osobistego czy prowadzenia biznesu – dla porównania w najlepszym okresie czytałem po około dwie powieści tygodniowo, czyli około stu książek rocznie). Przed listopadem jedząc obiad oglądałem coś (na przykład wiadomości) na YouTube, przeglądałem Facebooka lub Twittera. Teraz zamiast tego brałem książkę i czytałem po kilka stron. Miałem też czas na to, żeby w ramach relaksu położyć się w łóżku i przeczytać kolejne kilkanaście czy kilkadziesiąt stron takiej książki (wcześniej rownież przeznaczyłbym go na śledzenie nieistotnych informacji).

- mniej się rozpraszałem, bo wyeliminowałem dużą część bodźców z zewnątrz, nauczyłem się bardziej skupiać na swojej pracy.

- dzięki temu że miałem więcej czasu i mniej rzeczy mnie rozpraszało, nauczyłem się i dobrze napisałem trudne kolokwium, które miałem w tym miesiącu oraz opublikowałem na blogu wszystkie zaplanowane wcześniej artykuły trzymając się harmonogramu.

Co dalej?

Uważam że to był bardzo owocny eksperyment, a efekty wręcz przerosły moje oczekiwania.

Dlatego nie tylko zostaję na diecie informacyjnej, ale też jeszcze bardziej ją zaostrzam. Za kilka kolejnych miesięcy opiszę co dokładnie zrobiłem tym razem i jakie są tego efekty.

A w międzyczasie będę podejmował się kolejnych trzydziestodniowych wyzwań – pełną listę dotyczących ich wpisów wraz z opisami i komentarzami możecie znaleźć tutaj (klik!). Wyzwaniem na grudzień jest medytowanie dwa razy dziennie – wpis wprowadzający możecie przeczytać tutaj (klik!).

Tags from the story
,
  • Pingback: Jak zyskać dodatkową godzinę (lub więcej) czasu dziennie – 15 sposobów

  • Pingback: Nasz umysł jest jak śmietnik – wrażenia po miesiącu medytacji

  • elsypacho

    Zainspirowałeś mnie tą dietą i sam muszę niej spróbować. Już od dłuższego czasu zauważam, że tracę sporo cennego w klasie maturalnej czasu śledząc nic nie wnoszące do mojego życia informacje. Po za tym świetny blog poruszający wiele interesujących mnie kwestii. Pozdrawiam! ;)

    • http://www.kacperzamojski.pl Kacper Zamojski

      Spróbuj koniecznie! Ja stosuję dietę informacyjną już piąty miesiąc i nawet nie myślę o tym żeby wracać do dawnych nawyków – długoterminowe korzyści są naprawdę ogromne i nie ma przy tym właściwie żadnych strat. Cieszę się, że podoba Ci się blog :) Też pozdrawiam!

  • QuiteAPickle

    Hej, świetny artykuł, sporo można się z niego dowiedzieć, 100 godzin w miesiącu to nie w kaszę dmuchał :)
    Pozdrawiam :)