Nauka gry na keyboardzie w miesiąc (dziennik)

nauka gry na keyboardzie

Dobrze to pamiętam, chociaż wydarzyło się to kilkanaście lat temu. Mieliśmy swoją pierwszą komunię i z tej okazji dostaliśmy więcej pieniędzy niż kiedykolwiek wcześniej widzieliśmy w życiu. Ludzie wydawali te pieniądze na wiele różnych rzeczy, a ja miałem wyjątkowe szczęście – kupiliśmy za nie gitarę klasyczną i keyboard. Na gitarze grałem już od czwartej klasie podstawówki i gram na niej (a od jakichś siedmiu lat też na gitarze elektrycznej) do dzisiaj i jest ona moją wielką miłością, ale nauki gry na keyboardzie nie zacząłem nigdy – stał on tylko przy ścianie i zbierał kurz, pomijając kilka lat w czasie których uczyła się na nim grać moja siostra. Jej jednak nie podobało się to tak bardzo jak mi gra na gitarze, więc później zupełnie przestała ćwiczyć i keyboard znów nie był przez nikogo używany.

Dlatego jakiś czas temu przywiozłem go do swojego mieszkania, a teraz pomyślałem, że nauka gry na keyboardzie będzie moim trzydziestodniowym wyzwaniem na marzec 2016 roku. Od dawna chciałem nauczyć się grać na nowym instrumencie, a teraz chcę sprawdzić jak dobrze można grać na keyboardzie tylko po miesiącu ćwiczeń.

Jestem też ciekawy w jakim stopniu w tej nauce gry na keyboardzie pomoże mi znajomość teorii, którą mam po latach gry na gitarze.

Ważna kwestia: chcę przede wszystkim opanować podstawy gry na instrumencie, a przy okazji chcę się nauczyć grać trzy utwory - będą one dodatkową motywacją i będą w jakiś sposób odzwierciedlały poziom na którym jestem:

1/ „Sextet” – z soundtracku do Atlasu Chmur
2/ „The Great Gig in the Sky” - Pink Floyd
3/ „Imagine” – John Lennon

Sądzę że „Sextet” na pewno będzie niedługo w moim zasięgu, nie wiem jak będzie z dwoma pozostałymi utworami. Trudno mi to stwierdzić, bo nigdy nie grałem na pianinie ani keyboardzie, więc trudno mi ocenić jak dużo czasu będę potrzebował.

Jednak tak jak wspomniałem nauka tych utworów będzie tylko dodatkiem, a do samej nauki gry na keyboardzie chcę podejść jak do realizacji dużego projektu, gdzie trzeba sfinalizować niektóre z elementów, żeby przejść do kolejnych.

Każdy dzień wyzwania będzie opisany w tym dzienniku.

Dlaczego prowadzę dzienniki?

- Celem jest pokazanie jak wygląda rozwój i intensywna nauka nowych umiejętności w rzeczywistości, „od kuchni”. Chcę postawić was w jak najbliższej odległości od prawdziwej ciężkiej pracy – jest to istotne w świecie, w którym tak wielu ekspertów uczy jak żyć i w którym w teorii każdy wie, że żeby osiągnąć sukces trzeba ciężko pracować, ale w praktyce nikt niczego sobie z tego nie robi i jeśli nawet się rozwija to na pół gwizdka. Tutaj zobaczysz w jaki sposób ja dążę do swoich celów.
- Chcę przez to zainspirować do poświęcania większej ilości czasu na efektywną pracę nad sobą. Bo zawsze można więcej.
- Dzienniki są żywym dowodem na to że wszystko o czym piszę zostało przeze mnie przetestowane i jest skuteczne i sprawdzone.
- Chcę żebyście byli na bieżąco z tym, co się u mnie dzieje. Nie po to żeby zrobić ze swojego życia reality show (zresztą dzienniki są tylko wycinkami całości), ale po to żeby dzielić się swoimi metodami oraz przemyśleniami i wnioskami. Wierzę że znajdziecie pośród nich wartościowe myśli które pomogą wam rozwijać się skuteczniej i w szybszym tempie.

Jakie są zasady?

- Będę prowadził ten dziennik przez miesiąc.

- Opisuję każdy dzień.

- Każdego dnia podaję co dokładnie zrobiłem, jakich nowych rzeczy się nauczyłem i opisuję swoje wnioski.

- Częstotliwość wpisów: dziennik będzie aktualizowany prawie każdego dnia.

- Po miesiącu podsumuję całość i podam konkretne informacje dotyczące tego czego się nauczyłem.

- To jak dokładnie wyglądała nauka, w jaki sposób się uczyłem, co polecam a czego nie, opiszę w osobnych artykułach, które pojawią się na blogu w przyszłych miesiącach.

Cel:

W ogólnym zarysie (bo tak jak pisałem nie wiem jeszcze do końca jak wygląda gra w praktyce) chcę opanować między innymi ułożenie prawej i lewej ręki, dowiedzieć się w jaki sposób ma grać każda z rąk, opanować podstawowe zasady gry, znać przynajmniej kilkanaście podstawowych akordów – jak je budować i opanować płynne przechodzenie pomiędzy nimi, poznać gamy skale i wszystkie rzeczy które sprawią, że za miesiąc będę grał płynnie na keyboardzie dwoma rękami.

Jak chcę to wszystko zorganizować?

- Zależy mi na  systematyczności, dlatego chcę uczyć się każdego dnia w którym będę miał dostęp do keyboardu (chcę się uczyć średnio przynajmniej ponad godzinę dziennie).

- Będę robił notatki z każdej lekcji i je też będę tutaj umieszczał razem z moimi przemyśleniami i wnioskami.

- Dziennik będzie aktualizowany na bieżąco, dlatego możecie tu często zaglądać, prawie codziennie znajdziecie tu coś nowego.

Enjoy! :)

 

Dzień 1 – 1.03.16

Najważniejszą rzeczą na początek było dla mnie znalezienie dobrego kursu z którego będę się uczył, dlatego że nie zamierzam iść na lekcje do żadnego nauczyciela.

Przywiozłem już wcześniej z domu podręczniki do gry – „Szkoła na keyboard część pierwsza” i tym podobne. Przejrzałem je, po czym odłożyłem z powrotem na półkę – są bardzo słabe i od razu wiedziałem, że niczego się z nich nie nauczę.

Wobec tego poszedłem tak naprawdę po najmniejszej linii oporu – wpisałem na Youtube najpierw frazę „nauka gry na keyboardzie”, a później „How to play the piano” i włączyłem pierwszą część najczęściej oglądanego i najlepiej ocenianego kursu. Było to o tyle dobre, że skoro został on już zweryfikowany oraz pozytywnie oceniony przez wiele osób, to mogłem mieć pewność, że nie trafię na coś bardzo złego. Chciałem zobaczyć czy faktycznie jest dobry i  stwierdziłem, że jeśli po przerobieniu kilku pierwszych lekcji nie będzie mi odpowiadał, to poszukam czegoś lepszego.

Pierwsza lekcja była całkiem dobra i przerobiłem ją szybko, ALE  było tam znacznie mniej treści niż bym chciał – w ciągu 25 minut usłyszałem informacje o tym:

- jakimi numerkami są oznaczone palce (w tej chwili mało istotne),

- żeby „grając skale myśleć od lewej strony do prawej” (trochę bzdura, bo sprawdza się to tylko gdy grasz od pierwszego do ostatniego dźwięku skali, ale już w sytuacji kiedy masz zagrać skalę od ostatniego do pierwszego dźwięku, to powinieneś myśleć raczej od prawej do lewej).

- w jaki sposób nazywają się klawisze – białe: ABCDEFG (też mało przydatne, bo po pierwsze już to wiedziałem, a po drugie w Polsce to się nie sprawdza, bo tutaj dźwięk B nazywa się H [nie wiem dlaczego, ale tak jest]) i że czarne klawisze powinny być stosowane jako punkty odniesienia (ma sens).

- jakie powinno być ułożenie ręki i jak uderzać palcami (to było bardzo dobrze opisane i przyda mi się chciałem to wiedzieć).

- jak grać gamę C-dur.

Tak naprawdę więc jest to porcja wiedzy, którą dałoby się upchnąć w 5-10 minutach zamiast poświęcać na to prawie pół godziny.

Poza tym spodobało mi się jego podejście, że on chce nauczyć fundamentów, a nie piosenek – to jest bardzo dobre podejście, sam zwracałem na to zawsze uwagę ucząc gry na gitarze. Świetne jest powiedzenie „daj komuś rybę, a nakarmisz go na jeden dzień. Naucz go łowić ryby, a nakarmisz go na całe życie”.

 

 

Dzień 2 – 2.03.16

Drugi dzień nauki i druga i trzecia lekcja z kursu, który zacząłem wczoraj.

Właściwie cała druga lekcja była o interwałach – trochę się nudziłem, bo wiedziałem to wszystko już wcześniej. Poza tym mimo tego, że on miał nie uczyć piosenek, to nauczył mnie już drugiej.

Trzecia lekcja była lepsza, bo omówił na niej akord C-dur – sam akord jest banalny, ale podobało mi się jak pokazał jak można zagrać to na trzy różne sposoby stosując inwersję.

Po tych lekcjach spojrzałem na tematy następnych i zobaczyłem, że będzie na nich omawiana teoria – dlatego stwierdziłem, że poszukam innego kursu, bo tempo tego jest zbyt wolne – ja chcę uczyć się szybciej i nie chcę powtarzać rzeczy, o których już wiem lub które są mało istotne. Myślę, że ten kurs jest bardzo dobry dla osób które nigdy wcześniej nie grały na żadnym instrumencie – takie osoby dowiedzą się z niego wszystkich potrzebnych rzeczy. Ja gram od bardzo dawna na gitarze i muszę poszukać teraz czegoś innego, tak żebym mógł jak najszybciej wykorzystać wiedzę którą mam i grać zamiast powtarzać teorię.

Jutro poszukam lepszego dla mnie kursu.

 

Dzień 3 – 3.03.16

Szukałem dzisiaj nowego lepszego kursu i udało się – znalazłem jak się wydaje kurs idealny dla mnie. Nazywa się „How to become a pianist in ten lessons”.

Dzisiaj najpierw obejrzałem wieczorem lekcję wprowadzającą i muszę przyznać że jestem zachwycony podejściem tego nauczyciela do gry na pianinie.

W tej wprowadzającej lekcji:

- Mówił o tym, że trzeba uczyć się też grać na pianinie, kiedy nie jest się przy pianinie – grać najpierw na „internal piano”, a później na „physical piano” („trzeba ćwiczyć mentalnie i później odpowie na to ciało”).

- Obalił trzy popularne mity: po pierwsze nie jest trudno grać na pianinie (jeśli uczysz się źle, to możesz grać nawet 6 godzin dziennie, a i tak niczego się nie nauczysz, za to jeśli uczysz się dobrze, to potrzebujesz znacznie mniejszych nakładów czasowych), po drugie nie są potrzebne duże dłonie, żeby dobrze grać na pianinie, po trzecie nie trzeba być młodym, żeby zacząć grać.

- Powiedział że będziemy się uczyć jak dzieci: „trzy elementy: pewność siebie, czas, nie zadawać zbyt wielu pytań”.

- Polecił, żeby już na samym początku, jeszcze zanim zaczniesz grać, pomyśleć o tym co chcesz grać i podporządkować temu proces nauki.

Bardzo mi się spodobało i od razu włączyłem początek drugiej z dziesięciu lekcji (według niego po przerobieniu tych dziesięciu lekcji można już dobrze grać).

Zacząłem słuchać tego co mówi i byłem już pewien, że to jest to czego potrzebuję, bo podczas gdy na pierwszym kursie miałem wrażenie że marnuję czas, to tutaj dostałem taki ogrom materiału, że nie dałem radę przerobić całej tej lekcji naraz – dotarłem tylko do połowy, czyli do jakiejś dwudziestej minuty.

Poza tym znów muszę napisać o jego podejściu – bo on wywraca naukę gry na instrumencie do góry nogami. Powiedział na przykład żeby myśleć o instrumencie nie w taki sposób, że jest prawie 90 klawiszy (u mnie na keyboardzie jest znacznie mniej), bo wtedy ciężko się w tym połapać, ale  w taki sposób, że jest tylko 12 klawiszy, a cała reszta to te same tylko powielone, „sklonowane” klawisze. Mówił też, że nie ma podziału na białe i czarne klawisze oraz że nie ma podziału na dwie ręce po pięć palców, bo one mają grać razem, a nie każda z osobna („you have ten soldiers”).

Polecił żeby od razu zacząć grać dwoma rękami to samo w dwóch różnych oktawach, bo ważne jest żeby to opanować, dlatego że każda ręka wykonuje wtedy inne ruchy, a to ważne żeby to było bardzo płynne i „spontaniczne”. Kazał zacząć wolno, nie patrzeć na klawiaturę, zamknąć oczy i jak najmniej myśleć o tym co się gra.

W ten sposób trzeba dojść do poziomu, w którym palce będą grały określone rzeczy automatycznie.

I przez kolejne dni będę pracował właśnie nad tym, żeby to poczuć, oswoić się z instrumentem i żeby palce zaczęły grać automatycznie. Dopiero po tym przejdę dalej.

Dzień 4 – 4.03.16

Boli mnie od grania kciuk prawej dłoni – to dlatego, że jako jedyny nie jest przystosowany do takiej gry, bo na gitarze gram głównie za pomocą kostki, więc ten palec nie uderza w struny. Jednak reszta palców bardzo dobrze sobie radzi z grą na pianinie i jest to kolejny plus tego, że od tak dawna gram na gitarze – bo chyba nie dałbym rady jutro ćwiczyć, gdyby wszystkie palce mnie bolały, a tak będę mógł to na spokojnie zrobić.

 

Dzień 5 – 5.03.16

Drobna uwaga – dopiero teraz zaczynam doceniać jak istotne znaczenie ma tutaj korzystanie z wcześniej nabytej wiedzy. Można ją wykorzystać do szybszego i bardziej efektywnego opanowania wiedzy z pokrewnych czy nawet czasami zupełnie odrębnych dziedzin.

Dwa przykłady:

Po pierwsze nie byłbym w stanie tak szybko uczyć się gry na pianinie i nie stwierdziłbym, że pierwszy kurs jest dla mnie „zbyt wolny”, gdybym nie grał wcześniej na gitarze. Bo grając na gitarze wyrobiłem sobie słuch muzyczny i taką „muzyczną intuicję”, dzięki której wiem gdzie znajduje się dany dźwięk i co muszę zagrać żeby to dobrze współbrzmiało. Byłem mocno zaskoczony, że udaje mi się to przenosić z gitary na keyboard praktycznie z automatu. Grając na gitarze nauczyłem się też podstaw teorii muzyki, dzięki czemu mogę teraz zaoszczędzić wiele godzin nauki  i szybciej przebrnąć przez te lekcje. Już wcześniej wyrobiłem sobie też koordynację ruchową w dłoniach i wzmocniłem i rozciągnąłem palce – teraz nie muszę już tego robić.

Po drugie, gdybym nie znał wystarczająco dobrze angielskiego, to z kolei nie miałbym dostępu do tych wszystkich kursów, bo zwyczajnie niczego bym z nich nie rozumiał. Znajomość angielskiego daje mi dostęp do najlepszej darmowej wiedzy.

 

Dzień 6 – 6.03.16

Opanowałem już grę gamy C-dur i kilku innych rzeczy dwoma rękami naraz w dwóch różnych oktawach.

Teraz poszedłem dalej i zrobiłem dalszą część lekcji.

Kolejne dwadzieścia minut i znów ogrom materiału do przerobienia: interwały, „whole tone scale”, jak zbudować akord C-dur i F-dur, jak ogrywać te akordy, mnóstwo ćwiczeń, jak budować kolejne skale, jak budować akordy na tych skalach.

Dokładne przerobienie tych ostatnich dwudziestu minut drugiej lekcji zajęło mi około półtorej godziny, ale dowiedziałem się bardzo bardzo dużo.

Jestem już pewien, że chcę przerobić ten kurs do końca i jestem przekonany że kiedy go skończę (a zrobię to na pewno przed końcem miesiąca), to będę już w stanie naprawdę dobrze grać na keyboardzie.

Zostało jeszcze osiem długich intensywnych lekcji i dwadzieścia pięć dni.

Dzień 7 – 7.03.16

Przerobiłem dzisiaj całą trzecią lekcję – jej tematami były: „broken chords” (czyli granie osobno każdego dźwięku z akordu zamiast grania ich razem), różnica pomiędzy staccato i legato (niestety na keyboardzie nie da się wykorzystywać artykulacji w takim samym stopniu jak na pianinie) oraz rytm.

Po tej lekcji mam ćwiczyć robiąc miks wszystkich technik, skal i akordów, których się do tej pory nauczyłem i grać to dwoma rękami zmieniając rytm.

Według nauczyciela powinno się tak grać przez tydzień zanim przejdzie się do następnej lekcji – ja nie mam tyle czasu, a poza tym mam to wszystko już częściowo wgrane do głowy dzięki ćwiczeniom na gitarze, dlatego przejdę do czwartej lekcji znacznie szybciej, bo już pojutrze – myślę że sobie z tym poradzę.

Po przerobieniu lekcji ćwiczyłem jeszcze trochę zadane ćwiczenia i próbowałem wymyślać coś sam i jestem szczerze zaskoczony tym co potrafię już wymyślić – jeśli mi się uda, to postaram się na dniach nagrać jakiś fragment na dyktafon i go tu wrzucić.

Dzień 8 - 8.03.16

Nauczyłem się dzisiaj początku „Sextetu”, czyli pierwszego z trzech utworów, których chcę nauczyć się w tym miesiącu. Szczerze mówiąc było to łatwe, bo dzięki ćwiczeniom które grałem przez ostatnie dni ograłem sobie ten instrument i wszystko czego teraz się uczyłem wydawało mi się „znajome”.

Ale warto podkreślić, że jest to jednak prosty i wolny utwór i w sumie od początku wiedziałem, że opanowanie go nie będzie dużym problemem.

Zwróciłem uwagę żeby grać w tym utworze wszystko legato (czyli żeby nie było przerw pomiędzy poszczególnymi dźwiękami). Nie daje to aż tak dobrego efektu jak dawałoby na pianinie czy fortepianie, ale i tak dużo ładniej brzmi.

Dzień 9 – 9.03.16

Dzisiaj (wczoraj zresztą też) nie zająłem się jeszcze jednak czwartą lekcją z kursu, tylko grałem miks wszystkiego czego się do tej pory nauczyłem, żeby jeszcze lepiej poznać ten instrument - im dokładniej to zrobię, tym później będzie mi łatwiej.

Nie pisałem jeszcze o tym, że dwa dni temu wymyśliłem taki jazzowy patent i byłem z niego naprawdę zadowolony, jednak on przez cały czas przypominał mi jakiś utwór.

Włączyłem „Cantaloupe Island” Hancocka, ale to nie było to czego szukałem.

Grałem dalej, zmieniłem kilka dźwięków i w końcu doszło do mnie, że grałem coś zbliżonego do intro „Smoke on the water”. Szybko więc przerobiłem ten motyw na hit Deep Purple, tylko w innej wersji. Nawet nie wiedziałem, że można tak zagrać to intro na pianinie, ale jak się okazuje można i naprawdę dobrze brzmi. Dzisiaj jeszcze to lekko poprawiłem i chciałem nagrać na dyktafon tak jak pisałem wcześniej, ale zamówiłem dzisiaj mikrofon, więc poczekam z tym chwilę i  nagram to i gdzieś wrzucę za kilka dni, kiedy już przyjdzie mikrofon, wtedy jakość nagrania powinna być lepsza.

Dzień 10 – 10.03.16

Nie rozumiem jaki jest sens uczenia się gry na keyboardzie najpierw tylko jedną ręką. Później i tak trzeba dołożyć drugą i wgrać nowe schematy. Nie znam ani jednego naprawdę dobrego utworu na pianino, który byłby grany tylko jedną ręką i szczerze wątpię czy taki istnieje. Jedną ręką to można zagrać „Wlazł kotek na płotek”.

Pomyślałem nawet o tym co byłoby, gdyby uczyć się grać tylko prawą lub lewą ręką na gitarze – to do niczego nie prowadzi, a miesiące czy lata, w czasie których uczyliśmy się w zły sposób pozostają bezpowrotnie stracone. Nikt o zdrowych zmysłach nie uczy się grać na gitarze za pomocą jednej ręki udając, że druga nie istnieje i tak samo głupotą jest uczenie się gry na pianinie tylko jedną ręką.

A znam osobę która uczyła się tak grać przez sześć lat (!) i to nawet nie jest do końca jej wina – po prostu nauczyciel za bardzo tego nie wymagał i wykorzystywał do uczenia podręcznik, w którym WSZYSTKIE utwory są rozpisane na jedną rękę – to zresztą ten sam podręcznik, który już na wstępie odłożyłem na półkę, bo stwierdziłem że do niczego się on nie nadaje.

Dzień 11 – 11.03.16

Przełomowy moment.

Zacząłem dzisiaj przerabiać czwartą lekcję z kursu i w pewnym momencie ten nauczyciel zaczął grać „Imagine” – jeden z utworów którego chciałem się nauczyć. Nie grał całości, tylko dwa pierwsze akordy, bo podawał ten utwór jako przykład piosenki w metrum 4/4. Popatrzyłem na to z minutę, po czym zatrzymałem lekcję, zamknąłem laptopa, usiadłem przy keyboardzie i w ciągu pół godziny zrobiłem ze słuchu cały utwór – nie wiem jak grają to inni, bo nie sprawdzałem, ale w mojej wersji lewa ręka gra linię pianina, a prawa ręka trochę wspomaga lewą oraz gra linię wokalu.

To dla mnie niesamowite, że zawsze chciałem zagrać ten utwór, a teraz po półtora tygodnia nauki gry na keyboardzie mogłem zrobić go tak od ręki, ze słuchu, bez jakichkolwiek nut i samouczków, w ciągu pół godziny.

Napisałem że to moment przełomowy, bo to jasny dowód na to, że rozumiem ten instrument i mam nad nim niezłą kontrolę. Nawet ja sam jestem szczerze zaskoczony, że mam tak dobre efekty już po niecałych dwóch tygodniach.

 

Dzień 12 – 12.03.16

Dzisiaj przerobiłem do końca czwartą lekcję kursu – tym razem tematami były „key signatures” (czyli prościej mówiąc krzyżyki i bemole – mam zapamiętać jak dużo ich jest w każdej skali), „time signatures” (czyli metrum) i „circle of 4ths/5ths (czyli granie cały czas czwartego lub piątego dźwięku ze skali [z gamy C-dur - uczę się i robię notatki po angielsku i dlatego czasami piszę o gamach, a czasami o skalach] i budowanie na nim akordów aż doleci się z powrotem do dźwięku C. Przykładowo w przypadku grania piątego dźwięku ze skali gra się kolejno akordy: C – G – D – A – E – H -Fis – Cis – Gis – Dis – B – F – C.

Bo chyba nie wspominałem że znam 24 akordy (12 durowych i 12 molowych), ale tak naprawdę to nie jest trudne, bo wystarczy poznać budowę jednego akordu durowego i jednego molowego żeby móc zbudować kolejne 11 akordów molowych i 11 durowych.

Na dzisiaj koniec pisania o teorii muzyki, bo i tak napisałem o tym teraz zbyt dużo.

Zastanawiałem się jeszcze dzisiaj co sprawiło, że byłem w stanie tak szybko nauczyć się wczoraj całego „Imagine” – w pół godziny, ze słuchu, po niecałych dwóch tygodniach grania. Doszedłem do wniosku, że z jednej strony pomogły w tym oczywiście mój słuch muzyczny i taka „muzyczna intuicja” (obie te rzeczy wykształciłem i mocno rozwinąłem grając na gitarze), ale z drugiej strony było coś jeszcze – nauczyłem się tego utworu w odwrotny sposób niż uczy się ich zazwyczaj.

Normalnie wyglądałoby to tak, że ktoś bierze zapis nutowy i uczy się grać z niego idealnie tak jak jest w nutach. Później dopiero gdy dojdzie do momentu, w którym potrafi grać to perfekcyjnie, może na przykład na tym utworze improwizować – gdyby zaczął to robić zanim nauczy się go do perfekcji, to najpewniej od razu by się pogubił.

Ja zrobiłem to tak, że właściwie nauczyłem się całego utworu improwizując, nie korzystając przy tym z żadnych nut czy materiałów. Dzięki temu ta muzyka jakby wypływała ze mnie i po pierwsze zrobiłem cały utwór szybciej, po drugie od razu zapamiętałem jego całość (bo właściwie sam ułożyłem go od podstaw), a po trzecie mogłem przez cały czas dowolnie go zmieniać dalej się w nim odnajdując.

To jest dla mnie bardzo interesująca rzecz – granie opierając się nie na nutach i schematach, ale na improwizacji i intuicji.

 

Dzień 13 – 13.03.16

Dalej ćwiczyłem dalej – ogrywałem wszystkie akordy, skale i nowe rzeczy, te z ostatniej lekcji. Poprawiłem też kilka niedociągnięć w „Imagine”.

 

Dzień 14 – 14.03.16

Chyba nie wspominałem jeszcze, że dostałem kilka dni temu informację ze sklepu, że nie mają mikrofonu który zamówiłem (czyli Samsona C01U Pro) i będą go mieć dopiero w maju. Szukałem więc tego mikrofonu w innych sklepach, ale jego cena była wszędzie o 100-150 złotych wyższa, więc stwierdziłem wtedy, że kupię zamiast tego za podobną cenę mikrofon z jeszcze wyższej półki (Samsona G-Track), zwłaszcza że po pierwsze była jakaś promocja, po drugie miałem rabat do wykorzystania, a po trzecie nie musiałem płacić za przesyłkę, bo magazyn tego sklepu jest bardzo blisko mojego mieszkania i mogłem bez problemu odebrać to na miejscu – mogłem dzięki temu dostać tego Samsona po bardzo niskiej cenie i skorzystałem z tego. I dobrze się stało, bo ten mikrofon ma wiele zalet – między innymi ma wbudowany mikser i można na niego również nagrywać  jednocześnie instrumenty i wokal, więc przyda mi się do naprawdę wielu rzeczy.

Jutro idę go odebrać.

 

Dzień 15 – 15.03.16

Poszedłem dzisiaj po mikrofon. Byłem w sklepie muzycznym który jest jednym z największych w Polsce, a mimo to znajduje się w takim miejscu, że ledwo dałem radę go znaleźć. Ale z samym mikrofonem wszystko było dobrze. Przejrzałem instrukcję, złożyłem go, podłączyłem do laptopa, włączyłem Audacity i pomyślałem, że od razu sprawdzę jak nagrywanie nim wygląda w praktyce.

Nagrałem moją wersję intro do „Smoke on the water”, którą wymyśliłem niecały tydzień temu. Dźwięk nie jest w ogóle obrobiony (bo jeszcze nie mam pojęcia jak się go obrabia) i pewnie słabszej jakości niż mógłby być (bo nie wiem jeszcze do końca jak ustawiać ten mikrofon), ale jak na pierwsze nagranie nie wyszło najgorzej. Posłuchajcie, a ja na pewno jeszcze później coś nagram i wrzucę, to będzie świetne uzupełnienie tego dziennika.

 

*

Dziennik zostanie uzupełniony do połowy kwietnia.

 

  • elsypacho

    Cześć, bardzo fajny pomysł z tym dziennikiem teraz moge zobaczyć jak planujesz swoje miesięczne wyzwania co jest zarówno motywacją jak i pomocą w realizacji własnych planów ;)

    • http://www.kacperzamojski.pl Kacper Zamojski

      Dzięki, taki właśnie jest cel tych dzienników ;) Raczej nie będzie ich przy każdym wyzwaniu (bo nie zawsze będzie się dało tak to opisać – zresztą dlatego pracuję teraz jeszcze nad inną formą przekazywania tych wrażeń i przemyśleń), ale zdecydowanie chcę robić je jak najczęściej :)

  • Tomek

    Kacper naprawdę świetny pomysł. Myśle, że tym dziennikiem zainspirujesz i pomożesz wielu osobom :) Ja również gram na gitarze od lat ale wracam do klawiszy bo zawsze chciałem dobrze na nich grać :) Mam 33 lata a mimo wszystko twój dziennik jest dla mnie ogromną dawką inspiracji i świetnym przypomnieniem już zdobytej wiedzy :) Tak trzymaj!

  • Ziutek

    Kacper – moze jakis update? Jak wyglada Twoja gra na dzien dzisiejszy? Zrob chociaz jednego posta-podsumowanie z reflekcjalmi po 1.5 roku.

  • Krystyna

    „Ja zrobiłem to tak, że właściwie nauczyłem się całego utworu improwizując, nie korzystając przy tym z żadnych nut czy materiałów. Dzięki temu ta muzyka jakby wypływała ze mnie i po pierwsze zrobiłem cały utwór szybciej, po drugie od razu zapamiętałem jego całość (bo właściwie sam ułożyłem go od podstaw), a po trzecie mogłem przez cały czas dowolnie go zmieniać dalej się w nim odnajdując.” Chłopie o czym Ty piszesz, to tak, jak gadać, że miesiąc wystarczy, żeby nauczyć się czytać i pisać. Jeżeli jest się początkującym, to ani podstawy muzyczne, ani kilkumiesięczna nauka nie dadzą takich efektów. Masz za sobą kilkuletnią grę na gitarze, czyli jesteś muzykiem, a wciskasz innym, którzy mają nadzieję na szybkie i dobre granie – bzdury! To pranie mózgu a nie nauka i zwyczajnie nieuczciwe.