Nie ma niczego lepszego od rockowego koncertu

Nie ma niczego lepszego od rockowego koncertu

clock machine

Mieliśmy spotkać się o 20. Nie miałem pojęcia dokąd i w jakim celu idziemy, to miała być niespodzianka.

Poszliśmy na OFF Piotrkowska i weszliśmy do Dżazuu. Byłem tam pierwszy raz. Spojrzałem w prawo, na stoliku przy wejściu leżały plakaty zespołu Clock Machine. Zwróciłem na to uwagę, bo odkryłem ich dzień wcześniej i tak mi się spodobało to, jak grają, że przez całe popołudnie zapętlałem kilka ich piosenek. Trochę się zdziwiłem, bo zaglądałem też na ich fanpage i nie zauważyłem, żeby mieli występować w Łodzi.

- Zobacz, plakaty Clock Machine – powiedziałem – To świetny zespół. Ciekawe, kiedy będą tu grali.

- Haha, oni grają tutaj dzisiaj, za chwilę.

- Woooow!

To była najlepsza niespodzianka, jaką ostatnio dostałem. Dziękuję!

***

***

Chodzę na mnóstwo koncertów, ostatnio byłem na przykład na Budyniu (kliknijcie tutaj żeby przeczytać relację) i Halli Nordfjord (napisałem o niej w ostatnich „Muzycznych odkryciach miesiąca”),  i chociaż na przykład koncerty folkowe są cudowne i klimatyczne, a elektroniczne pozytywnie nastrajają, to jednak często mam tak, że po okresie chodzenia na nie później zawsze w końcu trafiam na koncert rockowy i okazuje się, że muzyka na której się wychowałem rozgniata wszystkie inne style muzyczne.

Wokalista Clock Machine jest urodzonym frontmanem, a głosu może mu pozazdrościć połowa wokalistów najlepszych rockowych bandów (koniecznie posłuchajcie chociażby ostatniego utworu z tych, które znajdziecie w tym wpisie i zwróćcie uwagę na fragment od 2:50!) Wszyscy pozostali muzycy też są świetni, jeśli nie wierzycie to zwróćcie uwagę na przykład na genialną linię basu w „Wonderland” i na to co wyprawiają od refrenu). Mają diabelnie dobre utwory. I potrafią rozkręcić imprezę (to prawdopodobnie dlatego, że z tego co się zorientowałem zagrali już plus minus dwieście koncertów, grali między innymi na Woodstocku).

Powiem szczerze: nie spodziewałem się, że ten koncert będzie tak dobry.

Ale tak naprawdę nigdy się tego nie spodziewam.

Rok temu zaskoczył mnie Alice Cooper, pisałem wtedy:

„Staliśmy pod sceną i nie mogliśmy uwierzyć w to, co właśnie się wydarzyło. Przed chwilą wybrzmiały ostatnie dźwięki „School’s Out”, on zniknął już za kulisami, zaraz po nim zniknęli muzycy, łącznie z gitarzystą, który skoczył na widownię i którego unosiliśmy na wyciągniętych w górę rękach. To było tak bardzo nierzeczywiste, wszystko skończyło się tak nagle. Bolesny upadek z nieba na ziemię.”

„Cały ten koncert był olbrzymim, niesamowitym, dopracowanym w najdrobniejszych szczegółach spektaklem, wspaniałym teatrem grozy. Ruch sceniczny, forma, przekaz, to wszystko, co Cooper doprowadził do perfekcji przez ostatnie 40 lat odgrywały tutaj ogromną rolę. Niezwykła moc, DEMONSTRACJA potęgi prawdziwego, czystego rock’n’rolla.”

Zachwycony byłem też na McCartneyu:

„Dobrych muzyków poznaje się po tym, że ich piosenki grane na żywo brzmią lepiej niż wersje studyjne. McCartney live brzmiał co najmniej 10 razy lepiej niż McCartney odtwarzany z płyt. A to świadczy o jego wielkiej klasie.

Wszyscy powtarzają, że Paul był w wyśmienitej formie. Sam nie spodziewałem się, że będzie śpiewał i grał tak pięknie i tak czysto. I że MUZYKA, która z założenia była trochę kameralna, stanie się głównym elementem tak wielkiego widowiska, które będzie wspominane jeszcze przez lata i na zawsze zapamiętane przez nas, ludzi, którzy byli tego świadkami.”

Były też inne wydarzenia. Koncert Tune był jednym z najlepszych w moim życiu, nigdy nie zapomnę też koncertu Europe, podobnie jak masy innych, na których byłem.

A w tą sobotę zachwyciło mnie Clock Machine.

***

Prawda że są świetni?

 

——

Tak w ogóle to zajrzyjcie na ich fanpage [KLIK!] i sprawdźcie, czy nie grają przypadkiem koncertu w waszym mieście.

Tags from the story
, ,