Nie mamy żadnych prawdziwych problemów

prawdziwe problemy

Wydaje nam się, że jesteśmy pępkiem świata i nadajemy przez to sprawom nas dotyczącym zbyt duże znaczenie. Szukamy kogoś, komu będziemy mogli się wyżalić, ramienia żeby się wypłakać, osoby która pomoże nam w trudnych chwilach.

Znam ludzi, którzy potrafią bez końca, bez przerwy i notorycznie przejmować się bzdurami, które są całkowicie pozbawione znaczenia – tym że pada deszcz, tym że drużyna z drugiego końca świata przegrała mecz albo tym, że w kuchni szklanka spadła na podłogę, rozprysła się na setki kawałków i teraz ktoś będzie musiał to posprzątać.

Wkurzałeś się kiedyś o to? Jeśli aktualnie twoim największym problemem jest to, że rozbiłeś szklankę i musisz posprzątać, to nie masz żadnych problemów. Jeśli aktualnie twoim największym problemem jest to, że wieczorem wychodzisz na imprezę i nie wiesz co na siebie włożyć, to nie masz żadnych problemów. Nawet jeśli twoim największym problemem jest to, że za tydzień masz egzamin i musisz przerobić na niego 500 stron, to nie masz żadnych problemów.

Realnych problemów jest niewiele, a i one są w większości rozwiązywalne.

Bo jeśli zarabia się za mało, to jest dużo możliwości żeby zadbać o to by zarabiać więcej, a jeśli traci się przyjaciela, to można wyciągnąć wnioski i zrobić wszystko by nie zostać kolejny raz postawionym w tej sytuacji.

Jedynymi znaczącymi problemami są te, które występują wbrew tobie i które sprawiają, że dużo tracisz, niezależnie od tego co zdecydujesz. Lub kiedy coś mocno w ciebie uderza i nie możesz z tym absolutnie niczego zrobić.

Choć nie ma wielu takich problemów, to jednak one istnieją. To takie problemy jak śmierć bliskich. Albo ciężka, nieuleczalna choroba. Kiedy ktoś cię ciężko pobije na ulicy. Kiedy jest powódź i zaleje ci mieszkanie.

To są prawdziwe problemy. To są problemy na tyle mocne, że mogą potrząsnąć całym twoim światem i wywrócić go do góry nogami. Powalić twoje poczucie bezpieczeństwa i bezkarności tak łatwo i szybko jak domek z kart. Takim problemom też można zapobiegać, ale nie zawsze lub tylko w ograniczonym stopniu lub opóźniać moment ich nadejścia, ale nie bez końca.

Jeśli nie doświadczasz teraz żadnego z tych problemów, to jesteś szczęściarzem.

Możesz powiedzieć sobie, że nim jesteś albo nadal przejmować się kompletnymi bzdurami. Na przykład tym, że jest zimno i marzną ci rączki.

Wiesz, zawsze wiedziałem, że nie warto się przejmować, bo to truizm i każdy o tym wie. Ale tak naprawdę zrozumiałem to dopiero w tym miesiącu, kiedy postawiłem przed sobą kolejne trzydziestodniowe wyzwanie – miesiąc bez narzekania.

W tekście wprowadzającym „Czy można przestać narzekać? Miesiąc bez narzekania” krótko opisałem zasady wyzwania:

Metoda jest dość prosta. Mam 10 monet. 10 złotówek. Noszę je zawsze ze sobą. Za każdym razem kiedy zacznę narzekać, muszę oddać jedną z tych monet osobie, z którą rozmawiam lub (jeśli na przykład rozmawiam przez internet lub narzekam w myślach) osobie będącej aktualnie najbliżej lub pierwszej osobie którą spotkam. Zadanie jest następujące: na koniec miesiąca musi mi zostać w kieszeni co najmniej jedna moneta, jedna z tych złotówek.

Przez cały miesiąc bardzo się kontrolowałem i przez ten miesiąc narzekałem tylko cztery razy – średnio raz na tydzień. Co ciekawe, te cztery razy też okazały się zbędne, bo narzekałem raz na kolokwium, które zaliczyłem dzień później oraz trzy razy na egzamin, który również zdałem.

Teraz narzekam jeszcze mniej i tak będzie już przez cały czas, bo wiem jedno – nadajemy zbyt wysoką wartość swoim sprawom i traktujemy je z takim namaszczeniem, że nawet drobne rzeczy zaczynają mieć duże znaczenie, urastają do rangi czegoś znaczącego. Robimy to na własne życzenie, a później żyjemy w strachu i narzekamy że nie poszło po naszej myśli coś, co i tak nie miało znaczenia.

Wiem jedno – chcę brać odpowiedzialność za swoje życie, a nie da się ukryć, że jest ono kształtowane w dużej mierze przez moje myśli. Nie chcę płakać nad problemami, tylko szukać sposobu na jak najszybsze ich rozwiązanie – jeśli w ogóle jest potrzeba żeby je rozwiązywać. Chcę skupiać się na pozytywach zamiast wiecznie doszukiwać się we wszystkim wad.

Ty też możesz się nie przejmować i nie narzekać. Prawdopodobnie nie masz żadnych problemów, które są nierozwiązywalne, a skoro możesz przestać to tak właściwie po co dalej się nimi zadręczasz? Potrafisz mi to wytłumaczyć? Jeśli dużo narzekasz, to spróbuj nie narzekać przez miesiąc albo - ułatwię ci zadanie -  chociaż przez tydzień. Później zastanów się nad tym jak to na ciebie wpłynęło i odpowiedz sobie na pytanie: „po co masz dalej robić coś, co przynosi ci cierpienie i odcina cię od wszystkiego co pozytywne na tym świecie?”